Igraszki losu
2005
I. Czy ty też to czujesz, że los się nami bawi?
Kpi sobie z nas, rzuca jak piłeczkami.
Żongluje, przekłada, kim nie trafi, ten odpada
Na aut. Czy istnieje jakaś rada,
Którą można wykorzystać
Do dalszego życia?
Odsunąć gorzki kielich i powstrzymać od wypicia?
Nie wiem, ja nie wiem, skąd się to bierze,
Kto pisze scenariusze tragiczniejsze niż w operze,
Bo w prawdziwym życiu są czasem zdarzenia,
Tak nieprawdopodobne, że nawet w filmach ich nie ma.
Czemu życie całe piękne być nie może?
Czemu tylko chwilki ukazują się w kolorze,
A reszta to cień, pochłaniający nas...
Dlaczego nie może być pięknie cały czas?
Czemu tylko praca, nauka i ostry wyścig po wypłatę?
Podporządkowanie, nie ma czasu na zabawę...
II. A kiedy sobie myślisz, że wyszedłeś już na prostą,
To los bez skrupułów poczęstuje cię chłostą.
Bez znieczulenia zaaplikuje kolejne danie,
Ciężkostrawne, lub niestrawne, zbierające na rzyganie.
Ciężkie doświadczenia, łzy, smutek i rany.
Bez czasu na wytchnienie, każdy zabiegany.
Teraz kariera, na przyszłość wielkie plany.
A co się stanie, gdy zostanie plan złamany?
Przepadnie ta szansa, choć na wyciągnięcie ręki była.
Już ją czułeś w swoich palcach, a ona się oddaliła.
Rzuciłeś się na coś, jak kociak na zabawki.
Ktoś pociągnął sznurek, nie zwietrzyłeś losu sprawki.
Leżysz twarzą na ziemi, a puste są twe dłonie.
Znów się nie udało, już myślisz, że to koniec.
Upadło znowu coś, nad czym długo się starał.
Upadło znowu to, lecz czy upadła wiara?
III. Nie jest łatwo dojść do siebie gdy wszystko się wali.
Jak bezbronni oni stali, a tamci w nich strzelali.
Nie mamy takiej władzy, jesteśmy na los zdani.
Deszcz siecze na bezdomnych a ułomnych rani.
Pieniądz ciągnie pieniądz, ale jak najpierw go zdobyć?
Zaprzedać swoją duszę, by dobrobyt złowić?
Ci grubi się bogacą, a chudzi wciąż maleją
Jeszcze bardziej. Ledwie stoją, na nogach się chwieją.
I ciągną z nich ci wielcy, kontrasty dookoła.
Z jednej strony pałac, z drugiej zniszczona stodoła.
Jak w ruletce wybory, uda mu się lub polegnie.
Los to wylosuje, czy bogato żyć będzie, czy biednie.
Pstryknie człowiekiem, jak kapslem na torze,
Albo zmieści się w zakręcie, lub wylecieć może.
Bo to los tak sobie wybrał. Tak nami się bawi.
Żongluje, balansuje, jak piłeczkami...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz